SŁOWO WYGŁOSZONE PODCZAS BOSKIEJ LITURGII W CHEŁMSKIEJ BAZYLICE NARODZENIA NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY W DZIEŃ WSPOMNIENIA MĘCZENNIKÓW PRATULIŃSKICH
Drodzy Bracia i Siostry!
W bieżącym roku minie 30 lat od beatyfikacji męczenników unickich, inaczej greckokatolickich, z Pratulina. W homilii wygłoszonej 6 października 1996 roku podczas Mszy św. beatyfikacyjnej Jan Paweł II powiedział, że Wincenty Lewoniuk i jego towarzysze, męczennicy z Podlasia, „Jako wierni «słudzy» Pana, pełni ufności w moc Jego łaski, dali świadectwo swojej przynależności do Kościoła katolickiego w wierności własnej tradycji wschodniej. Uczynili to z pełną świadomością i nie zawahali się złożyć ofiary z życia na potwierdzenie swego oddania Chrystusowi. Nie szczędząc siebie, męczennicy z Pratulina bronili nie tylko świątyni, przed którą ponieśli śmierć, ale także Kościoła, który Chrystus zawierzył apostołowi Piotrowi. Tego Kościoła, którego czuli się częścią, jako żywe kamienie. Przelali swą krew zjednoczeni z Bożym Synem, wyrzuconym z winnicy i zabitym dla zbawienia i pojednania człowieka z Bogiem (por. Mt 21, 39). Wyniesieni dzisiaj na ołtarze Wincenty Lewoniuk i jego 12 towarzyszy, przez swój przykład i wstawiennictwo, zapraszają nas wszystkich, abyśmy mężnie kontynuowali wędrówkę ku pełnej jedności całej rodziny uczniów Chrystusa w duchu wskazań ekumenicznych Soboru Watykańskiego II”.
Profesor Hanna Dylągowa z KUL, autorka positio historica dla Kongregacji do Spraw Kanonizacyjnych, dokumentu niezbędnego do beatyfikacji, kilkanaście lat temu w referacie o tożsamości narodowej męczenników pratulińskich potwierdziła to, co święty Jan Paweł II powiedział w homilii o motywacji, jaką kierowali się oni, godząc się na śmierć: „Udało mi się pokazać, uwzględniając szerokie tło historyczne, że unici z Pratulina zginęli za wiarę i tylko za wiarę”.
Męczeńską śmiercią ginęli przed nimi, by wspomnieć tylko jako symbol św. Jozafata Kuncewicza, i po nich, by wspomnieć tylko tych świadków wiary z XX wieku, beatyfikowanych przez Jana Pawła II we Lwowie w 2001 roku, liczni biskupi, kapłani, zakonnicy, zakonnice i świeccy należący do Kościoła metropolii kijowskiej, który w roku 1596 w Brześciu nad Bugiem odnowił jedność z biskupem Rzymu poprzez unię kościelną – jedyny znany wówczas i dotychczas nie zastąpiony żadnym innym skutecznym – sposób przywracania jedności między chrześcijanami Wschodu i Zachodu.
Po upadku I Rzeczypospolitej carska Rosja, a po roku 1945 jej kontynuacja w historii – Związek Radziecki, niszczyły ten Kościół, zwany unickim, później greckokatolickim, w kolejnych etapach, nazywając to przewrotnie powrotem do wiary przodków, czy też zjednoczeniem, które polegało na przymusowym włączeniu do Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. To „zjednoczenie” z Kościołem, który dzisiaj, w roku 2026 też chciałoby się wziąć w cudzysłów, było poprzedzone brutalnymi działaniami carskich, później sowieckich żandarmów, wojsk, służb specjalnych. Ofiary jednej z wielu takich zbrodniczych akcji w eparchii chełmskiej, jedyne wyniesione na ołtarze, to właśnie mężczyźni z Pratulina, którzy, jak powiedział Jan Paweł II w homilii, bronili „nie tylko świątyni, przed którą ponieśli śmierć, ale także Kościoła, który Chrystus zawierzył apostołowi Piotrowi”. Ich unicka cerkiewka w Pratulinie miała stać się miejscem, które niczym nie odróżniałoby się od rosyjskich świątyń, a Kościół, ich unicka eparchia ze stolicą w Chełmie, miał zerwać jedność z następcą apostoła Piotra, co stało się faktem w roku 1875, gdy zlikwidowano Kościół unicki w Królestwie Polskim.
Gdy kilka lat przed likwidacją unickiej eparchii chełmskiej grupie jej wiernych udało się dotrzeć do cara Aleksandra II, by przypomnieć mu o jego obietnicy nie ingerować w życie ich Kościoła, ten odesłał ich do ministra spraw wewnętrznych hr. Tołstoja. Uniccy delegaci usłyszeli od niego: „Bądźcie sobie lutrami, kalwinami, mahometanami i czem chcecie, byle nie katolikami i nie unitami, bo na to rząd nie pozwoli”.
Minęło ponad 150 lat od momentu, gdy carski minister spraw wewnętrznych powiedział, że to od rządu rosyjskiego zależy kto kim może być. Wtedy Rusini nie mogli być członkami Kościoła, który poprzez unię łączył Wschód z Zachodem. W zasadzie nic się nie zmieniło. Dziś następca cara na Kremlu, jego ministrowie, roszczą sobie prawa decydowania o tym, kim są Ukraińcy, dokąd może zmierzać Ukraina jako państwo. A gdyby udało mu się ją podbić i zniewolić, ruszy dalej, by innym narzucać swoje warunki.
Hrabia Tołstoj mylił się. Choć carski rząd nie pozwalał, wielu unitów, nazwanych „opornymi”, trwało w wierności swojej tradycji, cierpiąc represje, kary, zesłania na Sybir. Osłabiona porażkami Rosja musiała pójść na ustępstwa. Tak mówiła o tym prof. H. Dylągowa: „W roku 1905, po ukazie tolerancyjnym Mikołaja II, który pozwalał na zmianę wyznania prawosławnego, unici masowo wpisywali się do ksiąg parafialnych kościołów łacińskich, ponieważ Kościół unicki nie został przez cara nawet wspomniany w ukazie. Nie istniał i w dalszym ciągu nie mógł istnieć w Cesarstwie Rosyjskim. Wróciło wówczas na łono Kościoła katolickiego około 120 tys. wiernych. I stało się to, czemu chciały, likwidując unię, zapobiec władze rosyjskie – polonizacja potomków Rusinów-unitów, którzy w XIX wieku zginęli w obronie własnego Kościoła”.
Drodzy w Chrystusie!
Kilka miesięcy temu na jednym z włoskich portali katolickich ukazał się tekst o nowym programie formacji przyszłych prezbiterów we włoskich seminariach duchownych. Tekst zilustrowano niepodpisanym zdjęciem. Było na nim wielu alumnów w strojach duchownych. Ale zarówno liczba kleryków – bardzo duża jak na zachodnioeuropejskie realia, jak i krój stroju duchownego, różniący się od łacińskiej sutanny – wskazywały, że nie mogła być to fotografia z kaplicy jakiegoś włoskiego seminarium. W rzeczywistości zdjęcie zrobiono w kaplicy greckokatolickiego seminarium duchownego w Iwano-Frankowsku. Paradoksalnie ta zabawna sytuacja jakoś oddaje rzeczywistość. Od wielu lat, przede wszystkim we Włoszech, setkom tysięcy ukraińskich ekonomicznych emigrantów, w zdecydowanej większości są to kobiety, niosą posługę duszpasterską greckokatoliccy kapłani z Ukrainy. Greckokatolickie wspólnoty, tworzące egzarchat, funkcjonują dzięki wsparciu Konferencji Episkopatu Włoch. Ze swej strony greckokatoliccy kapłani, jako birytualiści, pomagają w duszpasterstwie rzymskim katolikom, także jako kapelani w szpitalach. Całkiem więc możliwe, że któryś z kleryków ze zdjęcia będzie kiedyś prezbiterem służącym greckokatolickim i rzymskim katolikom we Włoszech.
W codziennym języku nazwiemy to wzajemną pomocą. Czerpiąc ze słownika religijnego określimy to jako wymianę darów. Dzięki takiemu darowi jesteśmy tu razem z Wami, jako cząstka Kościoła greckokatolickiego w Polsce. Darczyńcą jest od 61 lat archidiecezja lubelska, która w roku 1965 przyjęła do swego seminarium duchownego pierwszego grekokatolika, który nie mógł wstąpić do swojego seminarium w Przemyślu, bo go nie było od roku 1945, gdy komunistyczny reżim rozpoczął stopniowe likwidowanie Kościoła greckokatolickiego w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Dzięki tej wspaniałomyślnej gościnności, od roku 1990 także dla seminarzystów z Ukrainy, zachowaliśmy ciągłość posługi kapłańskiej w naszym Kościele.
Taką wymianą darów, ale wymuszoną przez brutalne realia zmian geopolitycznych po Drugiej wojnie światowej, jest to, że po obu stronach granicy polsko-ukraińskiej wschodni i łacińscy katolicy, ale także prawosławni, modlą się w świątyniach zbudowanych przez innych. Wymiana ludności w ramach tzw. repatriacji spowodowała, że setki cerkwi w Polsce i kościołów w Ukrainie opustoszały, bo wywieziono wiernych, którzy je wypełniali. Przejęcie tych świątyń i troska o nie w Ukrainie i w Polsce – czego wspaniałym przykładem jest to sanktuarium – przez Kościół innej tradycji jest świadectwem kultury i chrześcijańskiej dojrzałości.
Niezrównanym przykładem materialno-duchowej wymiany darów jest w Polsce dola cerkwi w bieszczadzkiej wsi Łopienka. To greckokatolickie sanktuarium maryjne podzieliło po roku 1947 tragiczny los wysiedlonych na Ziemie Odzyskane mieszkańców – swoisty koniec świata. Zrujnowaną świątynię odbudowano dzięki początkowo prywatnym środkom i determinacji ludzi, którzy chcieli, by materia i duch wcielone w łopieńskim miejscu kultu Bogurodzicy zostały wskrzeszone. Dziś to miejsce, w swej genezie greckokatolickie, przyciąga wszystkich, a przede wszystkim rzymskich katolików, którym zewsząd jest tam bliżej niż wysiedlonym na Pomorze, Dolny Śląsk, Warmię i Mazury grekokatolikom.
Jednak dzisiaj, gdy czcimy błogosławionych męczenników z Pratulina, myślimy przede wszystkim o tym skarbie, jakim jest ich, i wielu innych męczenników i wyznawców, którzy czekają na wyniesienie na ołtarze, świadectwo. Najnowsze badania dowodzą, że do roku 1915 na terenie całego Królestwa Polskiego katolicyzm w formie rzymskiej przyjęło ok. 200 tys. byłych unitów. Statystycznie biorąc, połowa diecezji siedleckiej ma korzenie greckokatolickie. W sąsiednich diecezjach te proporcje są zapewne mniejsze. Przyjąwszy dar męczeństwa i uczyniwszy go istotnym elementem własnej tożsamości chrześcijańskiej, diecezja siedlecka odwzajemniła go troską o pamięć, kult i przede wszystkim procesem beatyfikacyjnym męczenników z Pratulina, dzięki któremu czcimy ich jako błogosławionych. Za pielęgnowanie pamięci o męczennikach i wyznawcach, za sprzyjanie popularyzacji ich heroizmu wśród grekokatolików w dzisiejszej Ukrainie, wdzięczny jest wszystkim braciom i siostrom rzymskim katolikom Kościół greckokatolicki, któremu w roku 1905 i po 1918 nie dane było odrodzić się na terytorium dawnej eparchii chełmskiej.
To wymiana darów, która trwa. Dr Andrzej Szabaciuk, lubelski historyk, badający dzieje Chełmszczyzny, napisał: „Warto podkreślić, że opór ludności unickiej był zjawiskiem niespotykanym w skali europejskiej. Ludność greckokatolicka, w ogromnej większości pochodzenia wiejskiego, często niepiśmienna, potrafiła latami skutecznie sprzeciwiać się energicznym działaniom biurokratycznego państwa, angażującego znaczne zasoby ludzkie czy ogromne środki finansowe i często posługującego się wręcz niewyobrażalnym terrorem”.
Państwo angażujące znaczne zasoby ludzkie i ogromne środki finansowe, państwo codziennie posługujące się wręcz niewyobrażalnym ludobójczym terrorem od czterech lat ponownie chce podbić i zniewolić. Wśród tych, którzy skutecznie i bohatersko sprzeciwiają się temu, są chrześcijanie z wszystkich Kościołów, żydzi i muzułmanie oraz ludzie nie utożsamiający się z żadną religią, których łączy pragnienie życia w wolności w kraju, w którym szanowane są prawa człowieka. Każda forma pomocy i wsparcia w tej egzystencjalnej walce jest formą wdzięczności za dar oporu, wymianą darów, w której jedna strona kładzie na szali swoje życie.
Niech orędownictwo męczenników pratulińskich i wszystkich świętych, których zrodziła polska i ukraińska ziemia wyjedna nam trwały i sprawiedliwy pokój, zwycięstwo prawdy i dobra, aby w zgodzie wspólnie budować lepszą przyszłość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz