środa, 7 października 2026

30 lat temu

 

Rok 1996 obfitował w ważne, a nawet przełomowe wydarzenia w życiu Kościoła greckokatolickiego w Polsce i  w Ukrainie. Był to rok 400-lecia unii brzeskiej. W liście apostolskim napisanym z okazji tej rocznicy,   opublikowanym 12 listopada 1995 roku, Jan Paweł II napisał: „Więzienne kajdany zostały skruszone i Ukraiński Kościół Greckokatolicki znów może oddychać powietrzem wolności, znów odgrywa właściwą sobie aktywną rolę w Kościele i w historii”. Rzymskie uroczystości jubileuszowe, z aktywnym liturgicznym udziałem papieża, były kontynuacją niezapomnianych wydarzeń z roku 1988, świętowania 1000-lecia chrztu Rusi Kijowskiej.

Eparchia przemyska, odnowiona w roku 1991, po zamęcie spowodowanym włączeniem jej w 1992 roku do rzymskokatolickiej metropolii warszawskiej –  ostatecznie odwołanym w reakcji na protesty duchowieństwa i wiernych świeckich –  w czerwcu 1996 roku stała się metropolią przemysko-warszawską, którą tworzyły archieparchia przemysko-warszawska i eparchia wrocławsko-gdańska.

W dniach 4-10 października we Lwowie odbyła się pierwsze sesja Zgromadzenia patriarszego Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, popularnie, acz mylnie nazywanego soborem. Zgodnie z Kodeksem Kanonów Kościołów Wschodnich jest to ciało konsultacyjne całego Kościoła, które pomaga patriarsze oraz synodowi biskupów Kościoła patriarszego w prowadzeniu spraw o doniosłym znaczeniu, zwłaszcza dotyczących apostolatu i dyscypliny kościelnej. Jego uczestnik, Myrosław Marynowycz, już wtedy ważna postać w intelektualnym życiu Ukrainy, artykuł traktujący o soborze, opublikowany w miesięczniku „Patriarchat” zatytułował: „Udany początek i dobre perspektywy”.

W tym samym czasie w Rzymie wydarzyło się coś, co paradoksalnie jakby przeczyło papieskim słowom z listu  na 400-lecie unii brzeskiej o aktywnej roli grekokatolików w Kościele i historii. 6 października Jan Paweł II beatyfikował unickich męczenników z Pratulina, którzy zginęli w roku 1874 od kul carskich siepaczy. Kontekst wydarzenia był rzymskokatolicki, gdyż proces beatyfikacyjny zainicjowała i doprowadziła do finału rzymskokatolicka diecezja siedlecka. Kościołowi greckokatolickiemu nie dane było, używając to wyrażenie jako eufemizm, odrodzić się na terytorium dawnego zaboru rosyjskiego.

Niezależnie od tego, kto doprowadził do wyniesienia na ołtarze męczenników z Pratulina, także do ich świadectwa można odnieść słowa Jana Pawła II z listu apostolskiego na 400-lecie unii brzeskiej odnoszące się do prześladowań w XX wieku: „Męczennicy i wyznawcy wiary Kościoła na Ukrainie dają nam godny podziwu przykład wierności za cenę własnego życia. My także, uprzywilejowani świadkowie ich ofiary, jesteśmy świadomi tego, że oni uratowali godność świata, który zdawał się pogrążony w barbarzyństwie”.

Zmieniając w ostatnim zdaniu czas przeszły na teraźniejszy otrzymujemy niezmienny od stuleci opis stosunków ukraińsko-rosyjskich.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

piątek, 21 sierpnia 2026

Wierzyć, praktykować, nie pomagać

 

Ostatni numer „Niedzieli” (34/23.08.2026) publikuje rozmowę z Mateuszem Cholewą, zastępcę redaktora naczelnego portalu Demagog.pl. Tytuł wiernie oddaje jej treść: „Jak Rosja miesza nam w głowach”. Impulsem do przeprowadzenia wywiadu była analiza, zatytułowana „Matrioszka”, przeprowadzona przez Demagoga.pl.

Jednym z elementów rosyjskiej operacji „Matrioszka”, obliczonej na „podsycanie napięć między Polakami i Ukraińcami”, były manipulacje głośnym zajściem, jakie miało miejsce w autobusie komunikacji miejskiej w Bielsku Białej. Na „filmie” z incydentu „ofiary pokazuje się jako prowodyrów zajścia”, to „nastolatka z Ukrainy uśmiecha się złośliwie i szyderczo”, prowokując Polaka.

W ostatnim numerze „Niedzieli” (34/23.08.2026) nie ma stałego felietonu pt. „Moim zdaniem” Witolda Gadowskiego. Zapewne z powodu wakacyjnej pauzy. Prawie każdy felieton tego autora zawiera coś, co można określić jako „podsycanie napięć między Polakami i Ukraińcami”. Bielskie zajście też nie uszło uwadze felietonisty. W numerze 30. poświęcił mu cały tekst zatytułowany „Straszny Polak i biedne Ukrainki”. Sprawę „odpaliła” Natalia Panczenko, która, „nie wiadomo jak, uzyskała od prezydenta Andrzeja Dudy polskie obywatelstwo”. Według Gadowskiego była to skoordynowana akcja „ukraińskiej propagandy, która połączona jest nie tylko z zakrzyczeniem pamięci o ludobójczej ‘Krwawej Niedzieli UPA`, ale także z wnioskiem Ukrainy o jak najszybsze ekshumacje we wskazanych w Polsce przez Ukraińców miejscach, gdzie rzekomo leżą ukraińskie ofiary”. I tak dalej, i temu podobne.

Niewielkie echo wywołał  w Polsce i w ogóle nie był zauważony w Ukrainie jeden aspekt sondażu IBRiS dla „Rzeczypospolitej”, w którym pytano Polaków o to, czy należy wciąż „wspierać militarnie Ukrainę w konflikcie z Rosją”. Zaskoczony jego wynikami redaktor Michał Szułdrzyński pisał w tekście pod tytułem „Kto jest dziś papieżem polskich katolików. Wyniki sondażu dają do myślenia” („Rz”, 23.07.2026): „Okazuje się, że najwięcej zwolenników pomocy wojskowej dla Ukrainy jest wśród osób, które deklarują się jako niewierzące i niepraktykujące. Aż trzy czwarte z nich chce pomocy Ukrainie. Nawet w grupie osób wierzących, ale praktykujących nieregularnie przeważają osoby uznające potrzebę pomocy Ukrainie (57 proc. za, do 43 proc. przeciw.). Natomiast zupełnie inaczej wygląda to wśród osób deklarujących się jako zarówno wierzący, jak i praktykujący. Tu już tylko 37 proc. jest za pomocą, zaś większość, pewną przewagą 57 proc. sprzeciwia się udzielaniu wsparcia walczącej z Rosją Ukrainie”.

To, że większość wierzących i praktykujących sprzeciwia się militarnemu wsparciu Ukrainy jest także „zasługą” Witolda Gadowskiego. Bo wielu z nich wychodzi z kościołów z egzemplarzem „Niedzieli” w dłoni.

A może publikacja, w której dziennikarka tygodnika stwierdza, że „w Polsce rośnie niechęć wobec Ukraińców, po części podsycana przez polityków i dziennikarzy”, będzie przełomem w „Niedzieli”?

niedziela, 28 czerwca 2026

Incydent czy symptom?

 

Uwzględniając, że 80% nakładu „Gościa Niedzielnego” rozchodzi się w parafiach, to w tych godzinach w dziesiątkach tysięcy rzymskokatolickich domów w Polsce z okładki ostatniego numeru tego największego katolickiego tygodnika krzyczą słowa: „Ukraina potrzebuje nawrócenia”. Mniejszą czcionką dodano: Bez wysiłku duchowego Ukraina nie zmierzy się z prawdą o Wołyniu. 

Wrażenie robi troska o szczegóły. Paznokcie kobiety zapalającej żółtą świeczkę-ofiarkę na okładkowym zdjęciu są pomalowane na niebiesko.

„Gość Niedzielny” pod nowym-starym kierownictwem ks. Gancarczyka zaczął się ścigać z „Niedzielą” w straszeniu Ukrainą i Ukraińcami. Tak samo w dziesiątkach tysięcy domów w Polsce niezawodny w szczuciu Witold Gadowski, powołując się na wyśmiane poważnymi analitykami rewelacje byłej szefowej wywiadu narodowego USA Tulsi Gabbard o 40 biologicznych laboratoriach w Ukrainie, pyta dziś w swoim felietonie: „Co może się stać, gdy powojenny reżim w Kijowie całkowicie opanują antypolscy wyznawcy Bandery i będą chcieli wykorzystać przeciwko Polsce sztucznie utworzoną w naszym kraju mniejszość ukraińską?”.

Księdza Marka Gancarczyka „niejeden raz” niepokoiły oficjalne komunikaty armii ukraińskiej o przeprowadzonych akcjach. W niektórych z nich pobrzmiewał „jakiś złowieszczy ton”, wynikający, według naczelnego „GN” z braku chrześcijańskiego ducha. Gadowski w swoim felietonie pyta otwarcie: „Co by było, gdyby Ukraina przedstawiła wobec Polski roszczenia terytorialne?”. Jakie złe przeczucia związane z armią ukraińską ma Gancarczyk?

Swój wstępniak ks. Gancarczyk zatytułował „potężny wysiłek duchowy”. Mają się na niego zdobyć „Ukraińcy w swej zbiorowości”, by „przyjąć do wiadomości, że ich przodkowie dopuścili się okrutnej zbrodni”. Jako „znakomity przykład” takiej postawy naczelny „GN” podaje słowa zwierzchnika UKGK kard. Lubomyra Huzara wypowiedziane „podczas liturgii na hipodromie we Lwowie, z udziałem Jana Pawła II”. Ale tu zabrakło troski o dokładność. Dokonało się to nie 26 czerwca, lecz dzień później, dokładnie 25 lat temu. I greckokatolicki kardynał poprosił nie „o przebaczenie krzywd, jakie naród ukraiński wyrządził Polakom w historii”, lecz o „wybaczenie zła wyrządzonego – niestety świadomie i dobrowolnie – swoim bliźnim z własnego narodu i z innych narodów przez niektórych synów i córki Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego”. KAI w swoim otwartym serwisie przypomniała 22 czerwca homilię, jaką ojciec Jacek Salij OP wygłosił 11 lipca 2019 roku w Łucku. Mówił w niej: „Na trzy szczegóły tej deklaracji warto zwrócić uwagę. Po pierwsze, kardynał Huzar nie czuł się kompetentny – i chyba słusznie – żeby składać tę deklarację w imieniu całego ukraińskiego narodu; on ją składał w imieniu Kościoła, którego był pasterzem. Po drugie, o przebaczenie zwrócił się Kardynał najpierw do ‘Boga, Stwórcy i Ojca nas wszystkich` – cóż bowiem warte byłyby jakiekolwiek tylko ludzkie prośby o przebaczenie, gdyby nie były przeniknięte nadzieją, że jeden tylko Bóg ma moc pojednać ze sobą tych, którzy się tak ciężko wzajemnie poranili. I wreszcie po trzecie, zgodnie z prawdą historyczną, Kardynał podkreśla, że krzywdy od nas, `niektórych synów i córek Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego`, doznali `bliźni z własnego narodu oraz z innych narodów`. Uderza czysty, wzorcowo ewangeliczny ton tej deklaracji. Jej Autorowi chodzi nie tylko o zasypywanie przepaści, jakie zostały wykopane między naszymi dwoma Narodami. On przypomina, że wiele zła wyrządzili również Ukraińcy innym Ukraińcom – i że również te wydarzenia domagają się od nas duchowego przepracowania”.

Słowa kardynała Huzara, obok 47  innych deklaracji, homilii, przemówień (z lat 1943-2016), zamieszczonych w specjalnym tomie Przemyskich Wiadomości Archieparchialnych (nr 23, 2017) są dowodem, że Ukraińcy, także i może przede wszystkim grekokatolicy, podejmują wysiłek duchowy, by tragiczne wydarzenia z okresu II wojny światowej nie ciążyły na stosunkach polsko-ukraińskich.

Równie intensywny wysiłek, najpierw intelektualny, musi podjąć ks. Gancarczyk. Stał się wyrazicielem opinii większości polskiego społeczeństwa, dla którego „pewne narody obsadzane są w pozytywnej roli sojuszników, inne w roli `czarnych charakterów` – wrogów, od których Polacy wiele wycierpieli. Wedle deklaracji respondentów we wspomnieniach rodzinnych zachowały się w większości złe wspomnienia przede wszystkim o trzech narodach: Ukraińcach, Niemcach i Rosjanach”.

To cytat z artykułu Lecha M. Nijakowskiego pt. „Pamięć o II wojnie światowej a relacje Polaków z innymi narodami”, zamieszczonego w  wydanej przez Muzeum II wojny światowej w 2010 roku książce „Między codziennością a wielką historią. Druga wojna światowa w pamięci zbiorowej społeczeństwa polskiego”. Tragicznym dla Ukraińców paradoksem polskiej pamięci zbiorowej jest to, że tylko 14,7 % ankietowanych potwierdziło zachowane w rodzinnych wspomnieniach opowieści o kontaktach w czasie wojny z Ukraińcami. Jeśli chodzi o Niemców i Rosjan to odpowiednio 48,7 i 40,8 %. Mimo to Ukraińcy wyprzedzili Niemców i Rosjan w kategorii „zdecydowanie złe” i „raczej złe” wspomnienia.

Ostatni numer „Gościa Niedzielnego” zapisze się w historii. Dotychczas „nawracanie” przywoływało w Polsce słowa z wiersza ks. Twardowskiego „Wyjaśnienie”: „Nie przyszedłem Pana nawracać, zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania, jestem od dawna obdarty z błyszczenia”. Błyszcząca okładka ostatniego „Gościa Niedzielnego” będzie tylko incydentem, czy jest już symptomem?