Uwzględniając, że 80% nakładu „Gościa Niedzielnego” rozchodzi się w parafiach, to w tych godzinach w dziesiątkach tysięcy rzymskokatolickich domów w Polsce z okładki ostatniego numeru tego największego katolickiego tygodnika krzyczą słowa: „Ukraina potrzebuje nawrócenia”. Mniejszą czcionką dodano: Bez wysiłku duchowego Ukraina nie zmierzy się z prawdą o Wołyniu.
Wrażenie robi troska o szczegóły. Paznokcie kobiety zapalającej żółtą świeczkę-ofiarkę na okładkowym zdjęciu są pomalowane na niebiesko.
„Gość Niedzielny” pod nowym-starym kierownictwem ks. Gancarczyka zaczął się ścigać z „Niedzielą” w straszeniu Ukrainą i Ukraińcami. Tak samo w dziesiątkach tysięcy domów w Polsce niezawodny w szczuciu Witold Gadowski, powołując się na wyśmiane poważnymi analitykami rewelacje byłej szefowej wywiadu narodowego USA Tulsi Gabbard o 40 biologicznych laboratoriach w Ukrainie, pyta dziś w swoim felietonie: „Co może się stać, gdy powojenny reżim w Kijowie całkowicie opanują antypolscy wyznawcy Bandery i będą chcieli wykorzystać przeciwko Polsce sztucznie utworzoną w naszym kraju mniejszość ukraińską?”.
Księdza Marka Gancarczyka „niejeden raz” niepokoiły oficjalne komunikaty armii ukraińskiej o przeprowadzonych akcjach. W niektórych z nich pobrzmiewał „jakiś złowieszczy ton”, wynikający, według naczelnego „GN” z braku chrześcijańskiego ducha. Gadowski w swoim felietonie pyta otwarcie: „Co by było, gdyby Ukraina przedstawiła wobec Polski roszczenia terytorialne?”. Jakie złe przeczucia związane z armią ukraińską ma Gancarczyk?
Swój wstępniak ks. Gancarczyk zatytułował „potężny wysiłek duchowy”. Mają się na niego zdobyć „Ukraińcy w swej zbiorowości”, by „przyjąć do wiadomości, że ich przodkowie dopuścili się okrutnej zbrodni”. Jako „znakomity przykład” takiej postawy naczelny „GN” podaje słowa zwierzchnika UKGK kard. Lubomyra Huzara wypowiedziane „podczas liturgii na hipodromie we Lwowie, z udziałem Jana Pawła II”. Ale tu zabrakło troski o dokładność. Dokonało się to nie 26 czerwca, lecz dzień później, dokładnie 25 lat temu. I greckokatolicki kardynał poprosił nie „o przebaczenie krzywd, jakie naród ukraiński wyrządził Polakom w historii”, lecz o „wybaczenie zła wyrządzonego – niestety świadomie i dobrowolnie – swoim bliźnim z własnego narodu i z innych narodów przez niektórych synów i córki Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego”. KAI w swoim otwartym serwisie przypomniała 22 czerwca homilię, jaką ojciec Jacek Salij OP wygłosił 11 lipca 2019 roku w Łucku. Mówił w niej: „Na trzy szczegóły tej deklaracji warto zwrócić uwagę. Po pierwsze, kardynał Huzar nie czuł się kompetentny – i chyba słusznie – żeby składać tę deklarację w imieniu całego ukraińskiego narodu; on ją składał w imieniu Kościoła, którego był pasterzem. Po drugie, o przebaczenie zwrócił się Kardynał najpierw do ‘Boga, Stwórcy i Ojca nas wszystkich` – cóż bowiem warte byłyby jakiekolwiek tylko ludzkie prośby o przebaczenie, gdyby nie były przeniknięte nadzieją, że jeden tylko Bóg ma moc pojednać ze sobą tych, którzy się tak ciężko wzajemnie poranili. I wreszcie po trzecie, zgodnie z prawdą historyczną, Kardynał podkreśla, że krzywdy od nas, `niektórych synów i córek Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego`, doznali `bliźni z własnego narodu oraz z innych narodów`. Uderza czysty, wzorcowo ewangeliczny ton tej deklaracji. Jej Autorowi chodzi nie tylko o zasypywanie przepaści, jakie zostały wykopane między naszymi dwoma Narodami. On przypomina, że wiele zła wyrządzili również Ukraińcy innym Ukraińcom – i że również te wydarzenia domagają się od nas duchowego przepracowania”.
Słowa kardynała Huzara, obok 47 innych deklaracji, homilii, przemówień (z lat 1943-2016), zamieszczonych w specjalnym tomie Przemyskich Wiadomości Archieparchialnych (nr 23, 2017) są dowodem, że Ukraińcy, także i może przede wszystkim grekokatolicy, podejmują wysiłek duchowy, by tragiczne wydarzenia z okresu II wojny światowej nie ciążyły na stosunkach polsko-ukraińskich.
Równie intensywny wysiłek, najpierw intelektualny, musi podjąć ks. Gancarczyk. Stał się wyrazicielem opinii większości polskiego społeczeństwa, dla którego „pewne narody obsadzane są w pozytywnej roli sojuszników, inne w roli `czarnych charakterów` – wrogów, od których Polacy wiele wycierpieli. Wedle deklaracji respondentów we wspomnieniach rodzinnych zachowały się w większości złe wspomnienia przede wszystkim o trzech narodach: Ukraińcach, Niemcach i Rosjanach”.
To cytat z artykułu Lecha M. Nijakowskiego pt. „Pamięć o II wojnie światowej a relacje Polaków z innymi narodami”, zamieszczonego w wydanej przez Muzeum II wojny światowej w 2010 roku książce „Między codziennością a wielką historią. Druga wojna światowa w pamięci zbiorowej społeczeństwa polskiego”. Tragicznym dla Ukraińców paradoksem polskiej pamięci zbiorowej jest to, że tylko 14,7 % ankietowanych potwierdziło zachowane w rodzinnych wspomnieniach opowieści o kontaktach w czasie wojny z Ukraińcami. Jeśli chodzi o Niemców i Rosjan to odpowiednio 48,7 i 40,8 %. Mimo to Ukraińcy wyprzedzili Niemców i Rosjan w kategorii „zdecydowanie złe” i „raczej złe” wspomnienia.
Ostatni numer „Gościa Niedzielnego” zapisze się w historii. Dotychczas „nawracanie” przywoływało w Polsce słowa z wiersza ks. Twardowskiego „Wyjaśnienie”: „Nie przyszedłem Pana nawracać, zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania, jestem od dawna obdarty z błyszczenia”. Błyszcząca okładka ostatniego „Gościa Niedzielnego” będzie tylko incydentem, czy jest już symptomem?