Dwa
dni temu, 12 lutego, papież Leon przyjął na audiencji zwierzchnika
Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego (UKGK), patriarchę Światosława
Szewczuka. Może to dzieło przypadku, może coś zaplanowanego, w każdym
razie wydarzenie symboliczne. Bo stało się to w dziesiątą rocznicę
historycznego/"historycznego" spotkania papieża Franciszka z patriarchą
moskiewskim Cyrylem. Wydaje się, że nie dotarł wówczas do polskich
odbiorców tekst rozmowy, jaką z głową UKGK przeprowadził 13 lutego 2016
roku ks. Ihor Jaciw. Czas naprawić zaniedbanie. Gdy zbliża się czwarta
rocznica wojny nazywanej pełnoskalową, to, co dotyczy roli w niej
Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego niestety tylko się pogorszyło.
Natomiast stanowisko rzymskiej Stolicy Apostolskiej na pewno nie
wywołuje już rozczarowania. Dominującym odczuciem wśród ukraińskich
grekokatolików jest dziś chyba oczekiwanie.
EKSCELENCJO, PROSZĘ PODZIELIĆ SIĘ WRAŻENIAMI ZE SPOTKANIA
PAPIEŻA FRANCISZKA I PATRIARCHY CYRYLA. CO WASZA ŚWIĄTOBLIWOŚĆ SĄDZI O WSPÓLNEJ
DEKLARACJI, KTÓRĄ PODPISALI?
Z naszego wieloletniego doświadczenia wynika, że kiedy Watykan i Moskwa
organizują spotkania lub podpisują wspólne dokumenty, nie możemy oczekiwać od
tego niczego dobrego. Najpierw chciałbym powiedzieć kilka słów o spotkaniu Ojca
Świętego z Patriarchą Cyrylem, a dopiero potem skomentować treść oświadczenia.
Od razu rzuca się w oczy, zwłaszcza w ich komentarzach po zakończeniu
spotkania, że znajdowali się oni w dwóch zupełnie różnych wymiarach i stawiali
sobie różne zadania. Ojciec Święty Franciszek przeżył to spotkanie przede
wszystkim jako wydarzenie duchowe. Swoje przemówienie rozpoczął od
stwierdzenia, że my, katolicy i prawosławni, mamy ten sam chrzest. Spotykając
się, szukał obecności Ducha Świętego i otrzymał Jego wsparcie. Podkreślił, że
jedność Kościołów osiąga się wtedy, gdy idziemy razem wspólną drogą, i chciał,
aby to spotkanie stało się jej początkiem. Patriarcha Moskiewski od razu dał do
zrozumienia, że nie chodzi mu o żadnego Ducha, teologię ani rzeczywiście sprawy
religijne. Czysta polityka. Żadnej wspólnej modlitwy, wyeksponowane oficjalne
frazy o „losie świata” i lotnisku jako neutralnym, czyli niekościelnym
środowisku. Wydaje się, że przebywali w dwóch równoległych światach. Czy te
równoległe rzeczywistości przecięły się podczas tego spotkania? Nie wiem, ale geometria
uczy, że równoległe proste nie przecinają się.
Prawdziwy podziw, szacunek i pełen czci dreszcz budzi pokora papieża
Franciszka, prawdziwego „cierpiącego Sługi Bożego”, który pragnie jednego:
głosić Ewangelię Chrystusa współczesnemu człowiekowi, być w świecie, ale
pozostać Chrystusowym, mieć odwagę być „nie z tego świata”. Dlatego zachęcam
wszystkich, aby nie spieszyli się z osądzaniem go, aby nie pozostawali na
poziomie rzeczywistości tych, którzy szukają w tym spotkaniu tylko polityki i
za wszelką cenę chcą wykorzystać pokornego papieża do swoich ludzkich planów. Jeśli
nie wejdziemy w duchową rzeczywistość Ojca Świętego Franciszka i nie poczujemy
tu razem z nim działania Ducha Świętego, pozostaniemy w niewoli księcia tego
świata i jego zwolenników. Wtedy dla nas to spotkanie będzie takim, które miało
miejsce, ale się nie odbyło.
Jeśli chodzi o podpisany tekst wspólnej Deklaracji, to ogólnie jest on
pozytywny. Porusza on kwestie wspólne dla katolików i prawosławnych i otwiera
nowe horyzonty współpracy. Zachęcam wszystkich do dostrzeżenia tych pozytywów.
Chociaż punkty dotyczące Ukrainy w ogóle, a UKGK w szczególności, wywołały u
mnie więcej pytań, niż dały odpowiedzi.
Oficjalnie poinformowano, że dokument ten jest owocem pracy metropolity Hilariona
(Ałfiejewa) ze strony prawosławnej oraz kardynała Kurta Kocha i Papieskiej Rady
ds. Jedności Chrześcijan – ze strony katolickiej. Trudno było sobie wyobrazić
słabszy zespół do opracowania dokumentu, który nie miał być teologiczny, a w
rzeczywistości społeczno-polityczny. Wspomniana Papieska Rada jest kompetentna
w kwestiach teologicznych, dotyczących relacji z różnymi Kościołami i
wspólnotami chrześcijańskimi, ale nie w sprawach polityki międzynarodowej,
zwłaszcza w delikatnych kwestiach rosyjskiej agresji na Ukrainę. Dlatego też
określony charakter dokumentu był dla niej wyraźnie nie do udźwignięcia.
Wykorzystał to Wydział Zewnętrznych Stosunków Kościelnych Rosyjskiego Kościoła
Prawosławnego, który jak nikt inny jest narzędziem dyplomacji i polityki
zagranicznej Patriarchatu Moskiewskiego.
Nawiasem mówiąc, jako głowa Kościoła jestem oficjalnym członkiem Papieskiej
Rady ds. Jedności Chrześcijan, mianowanym jeszcze przez papieża Benedykta.
Jednak nikt nie poprosił mnie o wyrażenie swojej opinii i, w zasadzie, tak jak
to było wcześniej, mówiono o nas – bez nas, nie dając nam głosu.
Być może nuncjusz apostolski w Ukrainie pomoże nam zrozumieć „ciemne
miejsca” tego tekstu i wyjaśni stanowisko Watykanu tam, gdzie naszym zdaniem
nie jest ono do końca jasno sformułowane.
JEDNAK PUNKT 25 DEKLARACJI Z SZACUNKIEM MÓWI O GREKOKATOLIKACH
I, W ISTOCIE, UKGK JEST UZNAWANA ZA PODMIOT STOSUNKÓW MIĘDZYKOŚCIELNYCH MIĘDZY
KOŚCIOŁEM KATOLICKIM A KOŚCIOŁAMI PRAWOSŁAWNYMI
Tak, ma Ksiądz rację. Wydaje się, że nie zaprzecza się już naszemu prawu do
istnienia. W rzeczywistości, aby istnieć i działać, nie musimy nikogo prosić o
pozwolenie. Nowym akcentem jest tu niewątpliwie fakt, że porozumienie z
Balamand z 1993 roku., które do tej pory wykorzystywał metropolita Ałfiejew,
aby zaprzeczać naszemu prawu do istnienia, jest teraz wykorzystywane do jego
potwierdzenia. Zawsze, mówiąc o odrzuceniu „uniatyzmu” jako metody zjednoczenia
Kościołów, Moskwa wymagała od Watykanu niemal zakazu naszego istnienia i
ograniczenia naszej działalności. Co więcej, żądanie to było stawiane w formie
ultimatum jako warunek możliwości samego spotkania papieża i patriarchy. Kiedyś
oskarżano nas o „ekspansję na terytorium kanonicznym Patriarchatu
Moskiewskiego”, a teraz uznaje się nasze prawo do opieki nad naszymi wiernymi
wszędzie tam, gdzie tego potrzebują. Przypuszczam, że dotyczy to również
terytorium Federacji Rosyjskiej, gdzie do dziś nie mamy możliwości legalnego,
swobodnego istnienia, czy terytorium anektowanego Krymu, gdzie „ponownie rejestrując”
nas zgodnie z rosyjskim prawem, faktycznie nas likwidują.
Taka zmiana akcentów jest oczywiście pozytywna, chociaż nie wnosi nic
nowego. Obiecujące jest wezwanie, aby „prawosławni i grekokatolicy pogodzili
się i znaleźli wzajemnie akceptowalne formy współistnienia”. Od dawna o tym
mówiliśmy, niejednokrotnie zwracali się z tym hasłem do braci prawosławnych
kardynał Myrosław Iwan Lubacziwski i Patriarcha Lubomyr Huzar, ale nie
otrzymaliśmy odpowiedzi. Mam nadzieję, że w Ukrainie będziemy mogli pielęgnować
dwustronne stosunki z Ukraińskim Kościołem Prawosławnym, podążając w tym
kierunku bez ingerencji Moskwy.
A JAK WASZA ŚWIĄTOBLIWOŚĆ SKOMENTUJE TĘ TEZĘ: „WZYWAMY WSZYSTKIE
STRONY KONFLIKTU DO ROZSĄDKU, SPOŁECZNEJ SOLIDARNOŚCI I AKTYWNEGO BUDOWANIA
POKOJU. ZACHĘCAMY NASZE KOŚCIOŁY W UKRAINIE DO PRACY NAD OSIĄGNIĘCIEM HARMONII
SPOŁECZNEJ, POWSTRZYMANIA SIĘ OD UDZIAŁU W KONFLIKCIE I NIEPOPIERANIA JEGO
ESKALACJI”?
Ogólnie chcę powiedzieć, że punkt 26. tej deklaracji jest najbardziej
kontrowersyjny. Odnosi się wrażenie, że Patriarchat Moskiewski albo uparcie nie
przyznaje się, że jest stroną konfliktu, to znaczy otwarcie popiera agresję
Rosji wobec Ukrainy, a przy okazji sakralizuje działania wojskowe Rosji w Syrii
jako „świętą wojnę”, albo zwraca się przede wszystkim do swojego sumienia,
wzywa samego siebie do rozsądku, społecznej solidarności i aktywnego budowania
pokoju. Nie wiem... Samo słowo „konflikt” jest tutaj niejasne i raczej skłania
czytelnika do myślenia, że mamy do czynienia z „konfliktem wewnętrznym”, a nie
z zewnętrzną agresją sąsiedniego państwa. Dzisiaj powszechnie wiadomo, że gdyby
na ziemię ukraińską nie przybywali żołnierze z Rosji i nie dostarczano ciężkiej
broni, gdyby Rosyjski Kościół Prawosławny nie sakralizował idei „rosyjskiego świata”,
ale wzywał do oddania Ukrainie kontroli nad jej własnymi granicami, to ani
aneksji Krymu, ani tej wojny w ogóle by nie było. Właśnie takiej solidarności
społecznej z narodem ukraińskim i aktywnego budowania pokoju oczekujemy od
sygnatariuszy tego dokumentu.
Chciałbym wyrazić kilka opinii na temat frazy dotyczącej zachęcania
Kościołów w Ukrainie do „pracy nad osiągnięciem harmonii społecznej,
powstrzymania się od udziału w konflikcie i niepopierania jego eskalacji”.
Kościoły i organizacje religijne w Ukrainie nigdy nie popierały wojny i
nieustannie pracowały nad zgodą społeczną i harmonią. Wystarczy tylko zapoznać
się z tematyką apeli Wszechukraińskiej Rady Kościołów i Organizacji Religijnych
z ostatnich dwóch lat.
Natomiast wezwanie do nieuczestniczenia w konflikcie i niepopierania jego eskalacji
z jakiegoś powodu bardzo przypomina mi zarzuty
metropolity Hilariona, którymi atakował „ukraińskich schizmatyków i uniatów”, oskarżając
nas niemal, że jesteśmy przyczyną wojny na wschodzie Ukrainy, a nasze
stanowisko obywatelskie, które zajmowaliśmy zgodnie z nauką społeczną Kościoła
katolickiego, – poparciem tylko jednej ze „stron konfliktu”.
W tej kwestii pragnę stwierdzić, co następuje. UKGK nigdy nie popierał ani
nie propagował wojny. Natomiast zawsze popieraliśmy i będziemy popierać naród
Ukrainy! Nigdy nie byliśmy po stronie agresora, lecz byliśmy z naszymi ludźmi
na Majdanie, kiedy zabijali ich zwolennicy „rosyjskiego świata”. Nasi księża
nigdy nie chwycili za broń, w przeciwieństwie do tego, co działo się po drugiej
stronie. Nasi kapelani, jako budowniczowie pokoju, marzną razem z naszymi
żołnierzami na froncie i własnymi rękami wynoszą rannych z pola bitwy, ocierają
łzy matek opłakujących swoje zabite dzieci. Opiekujemy się rannymi i
poszkodowanymi w wyniku działań wojennych, niezależnie od ich pochodzenia
narodowego, przekonań religijnych czy politycznych. Dzisiaj, po raz kolejny,
sytuacja wygląda tak, że nasz naród nie ma innej ochrony i ratunku poza swoim
Kościołem. To właśnie sumienie pasterskie wzywa nas, abyśmy byli głosem tego
narodu, budzili sumienie światowej wspólnoty chrześcijańskiej, nawet jeśli ten
głos nie jest rozumiany lub jest lekceważony przez przywódców religijnych
współczesnych Kościołów.
EKSCELENCJO! CZY SAM FAKT, ŻE OJCIEC ŚWIĘTY PODPISAŁ TAK
NIEJASNY I DWUZNACZNY DOKUMENT, NIE ZACHWIEJE SZACUNKIEM DLA NIEGO WŚRÓD
WIERNYCH UKGK, DLA KTÓRYCH JEDNOŚĆ Z NASTĘPCĄ APOSTOŁA PIOTRA JEST NIEODŁĄCZNĄ
CZĘŚCIĄ ICH TOŻSAMOŚCI?
Bez wątpienia tekst ten wywołał głębokie rozczarowanie wśród wielu wiernych
naszego Kościoła i po prostu nieobojętnych obywateli Ukrainy. Dzisiaj wiele
osób zwracało się do mnie w tej sprawie i mówiło, że czują się zdradzone przez
Watykan, rozczarowane połowicznością prawdy zawartej w tym dokumencie, a nawet
pośrednim poparciem Stolicy Apostolskiej dla agresji Rosji wobec Ukrainy. Bez
wątpienia rozumiem te uczucia.
Jednak zachęcam naszych wiernych, aby nie dramatyzowali tej deklaracji i nie
wyolbrzymiali jej znaczenia dla życia kościelnego. Przeżyliśmy już niejedno
podobne oświadczenie, przeżyjemy i to. Musimy pamiętać, że nasza jedność i
pełna komunia z Ojcem Świętym, następcą apostoła Piotra, nie jest rezultatem
porozumienia politycznego, koniunktury dyplomatycznej czy precyzji jakiegoś
tekstu wspólnej deklaracji. Ta jedność i komunia z Piotrem naszych dni jest treścią
naszej wiary. To do niego, papieża Franciszka, i do każdego z nas mówi dziś
Chrystus w Ewangelii Łukasza: „Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak
pszenicę, ale Ja prosiłem za tobą, aby twoja wiara nie ustała. Ty, nawróciwszy
się, utwierdzaj twoich braci”.
Właśnie za tę jedność ze Stolicą Apostolską oddali życie i przypieczętowali
ją swoją krwią męczennicy i wyznawcy wiary naszego Kościoła w XX wieku. Właśnie
wspominając 70. rocznicę pseudosoboru lwowskiego, czerpiemy z nich siłę tego
świadectwa, ich ofiary, która dla naszych czasów czasami wygląda jak kamień
potknięcia – kamień, który architekci stosunków międzynarodowych często
odrzucają, ale właśnie ten kamień wiary Piotrowej Pan uczyni kamieniem
węgielnym przyszłości wszystkich chrześcijan, i będzie on cudowny w naszych
oczach!