Wojskowe Biuro Historyczne 29 kwietnia oznajmiło: "79 rocznica akcji `Wisła`. 28 kwietnia 1947 roku rozpoczęła się akcja specjalna `Wisła`. W trakcie tej karnej operacji, na podstawie uchwały biura politycznego PPR, 140 tysięcy obywateli polskich pochodzenia ukraińskiego oraz z rodzin mieszanych deportowano na ziemie zachodnie i północne Polski. Tam zostali oni przymusowo osiedleni i poddani ścisłemu nadzorowi UB i MO w celu ich wynarodowienia. Dopiero w 1952 r. na podstawie decyzji biura politycznego PZPR zrezygnowano z polityki asymilacji narodowej".
Jutro minie 79 lat od dnia, w którym pierwszy transport z deportowanymi wjechał na stację kolejową w Słupsku. Z przygnębieniem czyta się komentarze w mediach społecznościowych, których autorzy demonstrują rasistowskie podejście do wysiedlonych, rzekomo nobilitowanych otrzymaniem murowanych domów zamiast swoich lepianek.
Człowiek cywilizowany z definicji nie może popierać deportacji motywowanej asymilacją narodową. Katolik czyniący tak depcze nauczanie swojego Kościoła. W 50. rocznicę akcji "Wisła" tę doktrynę przypomnieli ówcześni hierarchowie Kościoła greckokatolickiego w Polsce.
ORĘDZIE HIERARCHII UKRAIŃSKIEGO KOŚCIOŁA GRECKOKATOLICKIEGO
W POLSCE W 50. ROCZNICĘ AKCJI „WISŁA”
Czcigodni Kapłani,
Osoby Życia Konsekrowanego,
Drodzy Wierni Świeccy Kościoła Greckokatolickiego
w Polsce, w Ukrainie i w diasporze!
Pokój Pański niech będzie z wami!
Drodzy
w Chrystusie!
Zbrodnia
wysiedlenia ponad stu pięćdziesięciu tysięcy Ukraińców, popełniona 50 lat temu,
była jedną z wielu okrutnych prób, jakie w tym stuleciu musiał przejść nasz
naród. W wyniku wysiedlenia, znanego pod nazwą Akcja „Wisła”, prawie wszyscy
ukraińscy mieszkańcy południowo-wschodniej Polski, którzy od wieków żyli na
swojej ziemi, znaleźli się na północnych i zachodnich ziemiach tego państwa.
Zostali oni rozproszeni na ogromnym terytorium, które po II wojnie światowej
przekazano Polsce. Decyzję o wysiedleniu i skazaniu na asymilację niepolskiej
ludności południowo-wschodnich rubieży kraju ówczesne władze podjęły jeszcze na
długo przed śmiercią gen. Świerczewskiego, która posłużyła jedynie jako
pretekst do uzasadnienia całej akcji. Ta haniebna metoda walki i niszczenia
całych narodów, jaką jest deportacja, znana i stosowana w historii, była masowo
stosowana w Związku Radzieckim i krajach przez niego zniewolonych. W ten sposób
Akcja „Wisła” jest kolejnym dowodem na to, że „tajemnica bezprawia”, o której
pisze apostoł Paweł w Liście do Tesaloniczan, nieustannie działa w świecie, a w
XX wieku spowodowała szczególnie wiele cierpień i zniszczeń.
Jakby
przeczuwając tragiczny wybuch pogardy wobec narodów i mniejszości narodowych,
papież Pius XII w orędziu radiowym w Wigilię Bożego Narodzenia 1941 roku,
mówiąc o nowym porządku, za którym tęsknią wszystkie narody, nauczał, że nie
może być w nim „miejsca na ucisk, jawny czy ukryty, odrębności kulturowych i
językowych mniejszości narodowych, na przeszkadzanie lub hamowanie ich
zdolności ekonomicznych, ograniczanie lub eliminowanie ich naturalnej
płodności.” (14). Dwadzieścia lat później papież Jan XXIII, stwierdzając, że we
współczesnym świecie dość często mniejszości narodowe żyją na terytorium
państwa, „należącego do innego narodu”, pisze w encyklice „Pokój na ziemi”, że „wszelka
działalność skierowana przeciwko tym grupom narodowościowym, a mająca na celu
ograniczanie ich siły i rozwoju, jest poważnym pogwałceniem obowiązków
sprawiedliwości. Pogwałcenie to jest jeszcze poważniejsze, jeśli tego rodzaju
nikczemne poczynania mają na celu wytępienie jakiejś narodowości”. Papież
naucza dalej, że jest „jak najbardziej zgodne z nakazami sprawiedliwości, aby
kierownicy państw działali skutecznie na rzecz polepszenia sytuacji i warunków
bytowych obywateli, należących do mniejszości narodowych, a mianowicie odnośnie
do tego, co dotyczy ich języka, wykształcenia, tradycji, sytuacji i
działalności gospodarczej” („Pokój na ziemi”, 94-96).
Wreszcie
Sobór Watykański II w podobnym duchu naucza, że „w świadomości wielu wzrasta
dążenie do tego, aby zachowywane były prawa wszystkich mniejszości narodowych, jednak
bez zaniedbywania z ich strony powinności na rzecz wspólnoty politycznej”
(„Radość i nadzieja”, 73).
Ten
sam Sobór, mówiąc o wspólnocie ludzkiej, podaje listę wszystkiego, co stanowi
zaprzeczenie szacunku dla człowieka. Wspomina tu również o deportacji, którą
zalicza do zbrodni, które „obrażają godność ludzką”. Zgodnie z nauką Soboru
zbrodnie te są hańbą, a „zatruwając cywilizację ludzką, bardziej plamią tych,
którzy tak postępują, niż tych, którzy doznają niesprawiedliwości, i bardzo
sprzeciwiają się czci Stwórcy” („Radość i nadzieja”, 27).
Podstawą
godności człowieka jest to, że Bóg stworzył go na swój obraz i podobieństwo.
Obraz Boży jest obecny w każdym człowieku. Jaśnieje on również „we wspólnocie
osób na podobieństwo jedności Osób Boskich miedzy sobą” (Katechizm Kościoła
Katolickiego, 1702). Wolność, jaką człowiek posiada dzięki duszy i duchowym władzom
rozumu i woli, jest „wzniosłym znakiem obrazu Boga” („Radość i nadzieja”, 17;
KKK 1705).
Powołaniem
każdego narodu, wynikającym z powołania całej ludzkości, jest „ukazywanie
obrazu Boga i przekształcanie się na obraz Jedynego Syna Ojca” (KKK 1877).
Wszystko, co sprzeciwia się wolności człowieka, w tym deportacja, staje się w
ten sposób aktem skierowanym przeciwko obrazowi Boga, który nosi człowiek –
jest to znieważenie jego godności. Wysiedlenie w 1947 r. było obrazą godności
ludzkiej każdego deportowanego z osobna i wszystkich razem jako narodu, jako
mniejszości narodowej. Zło to spotęgowało jeszcze planowane rozproszenie, które
pozbawiło nas dwóch podstawowych dla istnienia każdej wspólnoty rzeczy: więzi
krwi i wspólnego terytorium. Pozbawienie wysiedlonych wspólnoty narodowej,
niezbędnej do pełnego rozwoju człowieka, było najbardziej haniebnym krokiem,
mającym na celu stopniową utratę tożsamości. Nie przypadkiem doktryna Kościoła
jednoznacznie odrzuca takie działania. Katechizm Kościoła Katolickiego naucza,
że „zagłada ludu, narodu czy mniejszości etnicznej powinna być potępiona jako
grzech śmiertelny” (2313).
Akcja
„Wisła” mogła osiągnąć cel, który postawili sobie jej twórcy – całkowite
zniszczenie naszej tożsamości. Tak się jednak nie stało. Nie doszło do tego, bo
wysiedleni nie byli tylko grupą ludzi, których łączyłyby jedynie więzy
naturalne. Byli członkami Kościoła Chrystusowego, w większości
greckokatolickiego, ale także prawosławnego, spadkobiercami wielowiekowej
tradycji, zjednoczeni wspólnym losem, cierpieniem, nadzieją i przede wszystkim
miłością. Także o nich pisał apostoł Piotr: „Wy zaś jesteście wybranym
plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem [Bogu] na własność
przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi
Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła, wy,
którzyście byli nie-ludem, teraz zaś jesteście ludem Bożym, którzyście nie
dostąpili miłosierdzia, teraz zaś jako ci, którzy miłosierdzia doznali” (1 P
2,9-10). W historii zbawienia odnajdywali oni wspólnotę z losem narodu wybranego,
który został wygnany do Babilonu, gdzie „siedział i płakał”, wspominając Syjon
i przysięgając, że nigdy nie zapomni ojczystej Jerozolimy, którą postawił ponad
„największą swoją radość” (Ps 137). I tak jak dla Izraela Babilon był
najtrudniejszą próbą, z której ocalała tylko „reszta”, tak i dzisiaj, po
pięćdziesięciu latach w porównaniu z liczbą wygnanych, jesteśmy „małą trzódką”,
która dziękuje Bogu za to, że w swoim wielkim miłosierdziu nie opuścił nas,
ponieważ jest Bogiem łaskawym i miłosiernym (por. Ne 9, 31).
Nasi
biskupi męczennicy – ordynariusz przemyski Jozafat Kocyłowski i jego pomocnik Hryhorij
Łakota, wraz z wszystkimi naszymi hierarchami, a także duchowieństwo diecezji
przemyskiej i Apostolskiej Administracji Łemkowszczyzny, dzielili tragiczny los,
jakiego doświadczył cały naród w czasach straszliwej wojny i w pierwszych
latach po niej. Jesteśmy dumni ze świadectwa hierarchów, duchowieństwa i
świeckich, którzy mimo że musieli znosić różne formy znęcania się, nie poszli
na kompromis i stali się w ten sposób wzorem niezłomności i wierności prawdzie.
Nasz Kościół przez długie lata podążał drogą Chrystusa, „który dokonał dzieła odkupienia
w ubóstwie i wśród prześladowań” i „wśród prześladowań świata i pociech Bożych”
wypełniał swoją misję, pokonując wszystkie utrapienia i trudności cierpliwością
i miłością („Światło narodów”, 8). Musimy cenić to dziedzictwo, jak najgłębiej
je rozumieć, aby „nie zniweczyć Chrystusowego krzyża” (1Kor 1,17), ponieważ
próby, których doświadczyliśmy, są naszym udziałem w tym, czego jeszcze brakuje
udrękom Chrystusa „dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1,24).
Wielu
z nas odczuwa, że sprawy mniejszości narodowych są ignorowane przez tych,
którzy mają wpływ na kształtowanie stosunków politycznych we współczesnym
świecie. Nie można jednak tego powiedzieć o największym dziś autorytecie
moralnym ludzkości – papieżu Janie Pawle II. Jego orędzie z okazji XXII
Światowego Dnia Pokoju w 1989 r. było poświęcone poszanowaniu mniejszości.
Nauczając o podstawowych i nienaruszalnych zasadach życia państwa, w którym
istnieją różne grupy ludzi, papież pisze, że „żadna osoba nie istnieje dla
samej siebie, ale pełniejszą tożsamość odnajduje w odniesieniu do innych. To
samo można powiedzieć o grupach ludzi. Mają one bowiem prawo do zbiorowej
tożsamości, które winno być chronione, tak jak domaga się tego godność
poszczególnych jej członków” (3). Dalej papież Jan Paweł II mówi o jedności
rodzaju ludzkiego, z której wynika wymóg, aby różnorodność członków rodziny
ludzkiej, zamiast być przyczyną podziałów, przyczyniała się do jej umacniania.
Z tego powodu, jak pisze papież, nie tylko państwa czy grupy ludzi mają
obowiązek troszczyć się o różnorodność, ale także „każda osoba jako członek
jednej rodziny ludzkiej winna rozumieć i szanować wartość różnorodności wśród
ludzi oraz kierować ją ku wspólnemu dobru” (3). Zgodnie z nauką Papieża
zachowanie i rozwój tradycji właściwych ludziom nie jest przywilejem ani jedną
z wielu alternatywnych możliwości wyboru, jakie ma człowiek. Jest to coś
znacznie więcej. Jan Paweł II pisze: „Pokój wewnątrz jednej rodziny ludzkiej
wymaga konstruktywnego rozwijania tego, co nas odróżnia jako jednostki i jako
narody, tego, co stanowi naszą tożsamość” (3).
W
swoim orędziu Pasterz Kościoła powszechnego nie zapomina również o prawach
mniejszości narodowych. Chodzi tu przede wszystkim o prawo do istnienia, które
zostało tak wielokrotnie zbezczeszczone w historii świata przez ludobójstwa.
Innym ważnym prawem jest prawo mniejszości narodowej do zachowania i rozwoju
własnej kultury, bez której nie można sobie wyobrazić pełnego życia narodu.
Prawo do wolności religijnej dotyczy zarówno jednostek, jak i społeczności,
które „winny mieć zapewnioną możliwość wspólnotowego sprawowania kultu według
własnych obrządków” (8). Dotyczy to w szczególny sposób naszej wspólnoty, która
jako Kościół tradycji bizantyńskiej, zgodnie z jednomyślnym przekonaniem
Kościoła powszechnego, ma nie tylko prawo, ale i obowiązek ukazywania
łacińskiemu otoczeniu nieocenionych skarbów dziedzictwa wschodniego,
stanowiącego nieodłączny element całego chrześcijaństwa.
W
sytuacji naszej wspólnoty naturalnym i uzasadnionym jest pragnienie widzieć i
słyszeć przejawy wsparcia i solidarności ze strony innych. Taki głos pochodzi
od Następcy św. apostoła Piotra. Papież kończy swoje przesłanie słowami: „pragnę
wyrazić moją duchową więź z tymi członkami grup mniejszościowych, którzy
cierpią. Znam ich bóle i znam motywy ich słusznej dumy. Modlę się o to, aby
doświadczenia, w których się znajdują, skończyły się jak najszybciej i by mogli
bezpiecznie cieszyć się swoimi prawami” (15).
Wszyscy
uciekamy się do Najświętszej Bogurodzicy – „pocieszycielki wygnanych” i z
ufnością wołamy: „Ty zaiste jesteś Mocą bezsilnych, przeczysta Matko Boża,
przeto pokorni wywyższeni jesteśmy przez Ciebie, w Tobie wysokości zdobywamy,
Ty bowiem jesteś opieką wszystkich i orędowniczką przed Bogiem” (święto Opieki Bogurodzicy,
druga katyzma poetycka na jutrzni).
Nasze
spojrzenie kieruje się jednak przede wszystkim ku Chrystusowi, bez którego nie
mielibyśmy żadnej nadziei. Podstawą naszej nadziei jest to, że Chrystus „sam
cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani
próbom” (Hbr 2,18). Wtedy wszystko, co przyszło nam przeżyć – wysiedlenie i
rozproszenie, śmierć bliskich i wygnanie z ojczystej ziemi, utrata zdobytych
dzięki ofiarom wiernych dóbr kościelnych i zbezczeszczenie setek świątyń, obóz
koncentracyjny w Jaworznie i niezliczone więzienia, nienawiść jednych i
obojętność innych, pogarda obcych i niewierność wśród swoich – nie stają się
ostatecznym triumfem zła, ale etapami drogi do pełni sprawiedliwości i dobra, w
której współuczestnikiem naszych doświadczeń jest sam Syn Boży.
W
50. rocznicę tragedii, która na całe dziesięciolecia naznaczyła nasze życie,
pamiętając wszystkich zamordowanych, poległych, prześladowanych i poniżanych,
nie tracimy ducha, nie ulegamy paraliżującej żałobie. Z ufnością patrzymy w
przyszłość, która należy tylko do Boga, którego tak często nazywamy Miłującym
człowieka; bowiem zgodnie z paradoksalną logiką Bożą „gdzie jednak wzmógł się
grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20).
Dzięki
Bożej opatrzności, trosce ze strony papieży i rzymskiej Stolicy Apostolskiej
oraz niestrudzonej pracy całej naszej wspólnoty, pomimo różnych trudności, nasz
Kościół żyje i rozwija się. Starożytna eparchia przemyska stała się metropolią,
utworzono nową eparchię wrocławsko-gdańską. Budowanych jest wiele świątyń, robi
się również wszystko, aby wzrastały w poznaniu Boga i świętości świątynie
naszych dusz, które nie są dziełem rąk ludzkich. Znaczną skalę osiągnęła
współpraca i pomoc dla naszego Kościoła w Ukrainie, przede wszystkim w zakresie
przygotowania kandydatów do kapłaństwa.
Widząc,
jak nie spełniły się podstępne plany twórców Akcji „Wisła”, wołamy słowami
Matki Bożej, że Bóg przejawił moc ramienia swego i rozproszył „pyszniących się
zamysłami serc swoich”, a „wywyższył pokornych” (Łk 1,51-52).
Wysiedleniem
w 1947 r. nas, jakby martwych, wrzucono do grobu. Zamknięto go kamieniem
bezprawia, który zapieczętowano, piętnując nas jako wrogów i przestępców. A na
straży postawiono represyjny system kontroli i nadzoru, aby wszystko jak
najszybciej poszło w zapomnienie. Bóg jednak w swojej sprawiedliwości wiódł
swój lud, przez Niego oswobodzony. (por. Wj 15,13). Po ciszy Wielkiej Soboty
nadchodzi dla nas poranek Wielkanocnej Niedzieli. I dlatego, choć wciąż tak
mocno odczuwamy ból i cierpienie, słowami wielkanocnej jutrzni śpiewamy: „Wczoraj
byłem, Chryste, pogrzebany z Tobą, a dzisiaj powstaję z Tobą powstającym,
wczoraj z Tobą na krzyżu, a dzisiaj, o Zbawco, uwielbij mnie z sobą w Twym
świętym królestwie” (kanon Jutrzni Paschy, pieśń 3).
Dano
przy Archikatedralnym Soborze św. Jana Chrzciciela w Przemyślu w święto
Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny,
07.04.1997 r.
Metropolita
Przemysko-Warszawski abp Jan Martyniak
Ordynariusz
Wrocławsko-Gdański bp Teodor Majkowicz