Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RzymStAp. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RzymStAp. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 czerwca 2023

Dobra rzymskiej stolicy

 

Kolejna próbka wizji pokoju w Ukrainie, którą propagują wysocy dostojnicy rzymskiej Stolicy Apostolskiej.  Bp Nunzio Galantino, przewodniczący Administracji Dóbr Stolicy Apostolskiej (APSA), do 2018 roku sekretarz Konferencji Episkopatu Włoch, brał udział w festiwalu You Topic Fest, zorganizowanym w miasteczku Rondine przez ludzi, którzy angażują się „w ograniczanie konfliktów zbrojnych na świecie i rozpowszechnianie własnej metodologii twórczej transformacji konfliktów w każdym kontekście”. Ot taka, jedna z wielu w Italii, romantycznych inicjatyw, „laboratorium pojednania”, gdzie obok siebie mieszkają młodzi ze skonfliktowanych państw.

Włoski hierarcha ubolewał, że „Zachód myśli teraz tylko w kategoriach wojny”. Przeciwstawił temu działalność papieża Franciszka, który przy pomocy dyplomacji watykańskiej usiłuje doprowadzić do wstrzymania ognia. Papież, razem ze stałymi współpracownikami i tymi, których powołuje do misji, „stwarza nowe słownictwo”. Galantino widzi tylko jedno wyjście z wojny w Ukrainie: „Ci, którzy walczą, muszą zrozumieć, że jeśli chcą osiągnąć pokój, mogą to zrobić tylko poprzez poznanie i rozpoznanie, kto jest po drugiej stronie oraz nauczenie się dostosowania żądań przeciwnika do własnych”.

„Nauczenie się dostosowania” oddaje tu „imparando a contemperare”. „Contemperere” jest na tyle archaicznym słowem, że it.italy24.press w swoim omówieniu wystąpienia purpurata zmieniło frazę na „imparando a bilanciare”, czyli „zbilansować, zrównoważyć”.

Nie tylko więc poglądy – z epoki koncertu mocarstw – ale i trącący myszką słownik zagnieździł się w głowie przewodniczącego APSY. Ukraińcy, którzy jak nikt inny chcą pokoju, muszą poznać i rozpoznać Rosję – no bo przecież nie zgłębili jeszcze przepastnej rosyjskiej duszy – i nauczyć się równoważyć - czytaj: poprzez rezygnację, jak minimum, z części terytorium - swoje żądania (a „żądają” respektowania integralności swojego państwa) z żądaniami Rosji, która jest nienasycona.

Administrując dobrami materialnymi rzymskiej Stolicy Apostolskiej można jednocześnie trwonić jej moralny dorobek.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Tabu



Wizyta Sekretarza Stanu Stolicy Apostolskiej na Ukrainie, która jest etapem w realizacji zainicjowanej przez papieża Franciszka pomocy europejskich katolików dla ofiar wojny, oprócz znacznego aspektu materialnej pomocy, istotnego moralnego wsparcia, ma także wymiar symboliczny. Dotychczas Watykan jak ognia unikał słowa „wojna” i nie odważył się na mówienie o bezpośredniej roli Rosji w trwającym już trzeci rok dramacie.

Przemawiając w Zaporożu do przedstawicieli Kościołów i organizacji religijnych kardynał Parolin złamał pierwsze watykańskie tabu. Powiedział tam: „Dobrze wiemy, że ta wojna jest czymś o wiele większym niż przeciągającym się konfliktem: to nieustanne zagrożenie, znak konfrontacji cywilizacji, historii i narodów, wychodzące daleko poza granice Ukrainy, co może mieć poważne konsekwencje dla równowagi, która i tak jest ciągle naruszana w wielu regionach świata. Ta «wojna w kawałkach», jak nazywa ją papież Franciszek, dowodzi, że nie można igrać z prowokacjami, bo wystarczy drobiazg, by wybuchnął zgubny konflikt na szeroką skalę”.(Tłumaczenie z dostępnego tekstu w języku ukraińskim).

Wielu w Polsce, zarówno z prawa, jak i z lewa, choćby Leszek Miller w niedawnym wywiadzie dla jednego z dzienników, straszących Polaków „banderyzacją” Ukrainy i wyrażających zrozumienie dla działań Rosji, rzekomo zagrożonej ekspansją świata zachodniego na jej terytorium i wartości, z irytacją przyjmie słowa watykańskiego wysłannika o konfrontacji cywilizacji, historii i narodów. Że o to chodzi, nie ma wątpliwości Jerzy Wójcicki, działacz mniejszości polskiej na Ukrainie: „Dużo Polaków walczyło na Donbasie z rosyjskim okupantem. Na przykład mój młodszy brat Jarek Wójcicki, który też posiada Kartę Polaka, pełnił służbę w Straży Granicznej jako snajper. Traktował swoją misję przede wszystkim jak obronę granic cywilizacji zachodniej przed rosyjskim agresorem. Tak samo robili inni Polacy w szeregach armii ukraińskiej. Część z nich zginęła, inna część została ranna”. 

Wywiad, zamieszczony przez „Politykę Narodową (Nr 15, wiosna 2016), z pochodzącym z Sądowej Wiszni absolwentem Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Rzeszowie, a dziś prezesem Stowarzyszenia „Kresowiacy” w Winnicy, może zepsuć humor samozwańczym obrońcom polskości na Ukrainie. Okazuje się, że „polska mniejszość narodowa potraktowała Majdan jako możliwość obalenia reżimu Janukowycza i zbliżenia z Polską i Unią Europejską”, a na pytanie, czy warte to było śmierci kilku Polaków z Podola i okolic Lwowa, pada odpowiedź: „Oczywiście, że tak. Tak robili Polacy podczas powstania listopadowego, styczniowego, tak samo robili Polacy i Ukraińcy podczas rewolucji godności”.

Pochodzący z Galicji winnicki działacz widzi różnicę między Polakami z okolic Lwowa i tymi zza Zbrucza. Ci ostatni „są bardziej autonomiczni i krzewią swoją polskość rozumiejąc, że jutro nie można będzie uciec do wujka w Krakowie czy ciotki w Przemyślu. Czują się gospodarzami na ukraińskiej ziemi w równym stopniu jak i Ukraińcy”. 

O roli portalu kresy.pl w kreowaniu obrazu Ukraińców w części środowiska narodowego w Polsce Wójcicki mówi bez ogródek: „Najważniejsze, by w tworzenie portali prawicowych nie mieszała się Rosja, a Polacy, którzy tam piszą, czasami naradzali się ze swoimi rodakami  na południowo-wschodnich Kresach zanim wrzucą kolejny kontrowersyjny tekst”. Dla Polaka z Ukrainy nie ulega wątpliwości, że „Rosja czyha i próbuje przez cały czas wnieść rozbrat w polsko-ukraińskie stosunki”. 

Co jeszcze musi się stać, by Watykan złamał drugie tabu i expressis verbis określił cywilizacje, historie i narody, między którymi toczy się wojna na Ukrainie?

wtorek, 8 marca 2016

Pseudosobór i metajęzyk



Papież Franciszek skierował przesłanie do zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego Arcybiskupa Większego Światosława Szewczuka z okazji 70. rocznicy pseudosoboru lwowskiego. Katolicka Agencja Informacyjna zachowała trzeźwość, i omówienie listu rozpoczęła od słów: „Z woli Stalina zlikwidowano na nim ukraiński Kościół greckokatolicki i wcielono go do Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej”. Bo sam dokument mówi o „kontekście ideologicznym i politycznym” i „ideach przeciwnych istnieniu” tego Kościoła. Czytelnik bez rudymentarnej wiedzy historycznej po lekturze listu dojdzie do wniosku, że w państwie o nazwie Ukraina w 1946 roku pod wpływem bliżej nieokreślonej ideologii jakieś siły polityczne doprowadziły do likwidacji UKGK. 

Nihil novi pod rzymskim słońcem. W marcu 2006 roku papież Benedykt XVI napisał list do ówczesnego zwierzchnika UKGK kardynała Lubomyra Huzara z okazji 60. rocznicy pseudosoboru lwowskiego . W serwisie Radia Watykańskiego pierwsze słowa omówienia informowały: „Ukraina była wówczas częścią Związku Sowieckiego”. Bo w samym liście mówi się o „ukraińskich wierzących w Chrystusa, którzy zachowali wierność duchowej spuściźnie św. Olgi i św. Włodzimierza pomimo tego, że byli prześladowani, uciskani i pozbawieni własnych pasterzy przez nieludzki ideologiczny aparat państwowy”.  Czytelnik bez rudymentarnej wiedzy historycznej po lekturze listu dojdzie do wniosku, że w państwie o nazwie Ukraina w 1946 roku nieludzki aparat polityczny doprowadził do likwidacji UKGK.

A przecież papież Franciszek potrafi nazywać rzeczy swoimi imionami. W roku 2015, w stulecie ludobójstwa Ormian, mówił: „dwie inne tragedie, to te popełnione przez nazizm i stalinizm”.

A papież Benedykt sześć miesięcy po liście do kardynał Huzara napisał list do prezydenta wówczas jeszcze Republiki Węgierskiej z okazji 50-lecia powstania w Budapeszcie w 1956 roku, w którym wyraża radość, że Węgrzy „mimo prześladowań zaznawanych w ciągu stuleci, ostatnimi z których były te ze strony sowiecko-komunistycznej, potrafili zawsze ustrzec stosunki między państwem i obywatelem przed wpływem ideologii”.

Gdy biskupi Rzymu mają napisać albo powiedzieć coś o najnowszej historii Ukrainy czy Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, to dzieje się coś dziwnego. Coś nie pozwala im mówić wprost, nazywać rzeczy po imieniu. Nie ma Związku Sowieckiego, stalinizmu. Jest „kontekst ideologiczny”,  „idee przeciwne istnieniu” i „ideologiczny aparat”. Następcy prostego rybaka firmują dokumenty, które sprawiają wrażenie ćwiczeń z nowomowy.  




niedziela, 14 lutego 2016

Deklaracja naiwności



Wołodymyr Panczenko, członek Inicjatywnej Grupy „Pierwszego grudnia”, skupiającej kilkunastu cieszących się moralnym autorytetem przedstawicieli ukraińskiej inteligencji, tak rozpoczyna swój artykuł o aktualnych problemach z Donbasem:

„Bogdan Chmielnicki myślał, że Ugoda Perejasławska jest wojskowo-polityczną unią, która obroni państwo kozackie przed apetytami sąsiadów.

Leonid Kuczma myślał, że Memorandum Budapesztańskie da Ukrainie gwarancje bezpieczeństwa i integralności terytorialnej. 

Petro Poroszenko myśli, że «porozumienia mińskie»” są drogą do pokoju i jedności państwa.

Nasze iluzje i zaufanie tak często wiodły do ciężkich porażek, że najwyższy czas na opamiętanie. Mieliśmy się za «chytrych», ale okazywało się, że chytrzejsi są inni”.

Papież Franciszek myśli, że podpisał deklarację z hierarchą, który szczerze dzieli jego troskę o los wszystkich chrześcijan i przyszłość świata. Ta iluzja może mieć negatywne konsekwencje przede wszystkim dla Ukrainy, nie mówiąc o kolejnej próbie, której poddano zaufanie grekokatolików do rzymskiej Stolicy Apostolskiej. 

Biskup Rzymu sądził, że jego emisariusze prowadzą głęboko zakonspirowane rozmowy z podobnie jak on niezależnym głową Kościoła. W rzeczywistości rozmawiali z kimś, kto musi pytać świecką władzę o zgodę na takie działania. Wiemy o tym od czasu polsko-rosyjskiego porozumienia z roku 2012. Biskup drohiczyński Tadeusz Pikus: „Kiedy pracowaliśmy nad Wspólnym Przesłaniem, to abp Hilarion, zanim rozpoczęliśmy rozmowy, pytał nas, czy w tym zakresie współpracujemy bezpośrednio z rządem. Zdziwił się gdy odpowiedzieliśmy, że nie. Natomiast w ich sytuacji okazało się to konieczne”. 

W efekcie zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego musi wzywać swoich wiernych, by nie dramatyzować z powodu podpisanej deklaracji i nie przeceniać jej wpływu na życie Kościoła. 
Nie sprawdzi się jednak powiedzenie Roma locuta, causa finita. Rzym został, jak lubili mówić w ukraińskim parlamencie zwolennicy demokracji po doniecku, „wykiwany jak kocięta”. Spadkobiercy osławionej Ostpolitik może i traktują to jak grę.  Innym chodzi o życie.