piątek, 16 stycznia 2015

Rustykalny i nienowoczesny Bóg



W „Nowej Europie Wschodniej” (5/2014) lwowski historyk Wasyl Rasewycz w artykule „Kiełbasa to kiełbasa”  analizuje przyczyny antagonizmu między wschodnią (dziś przede wszystkim Donbasem) i zachodnią Ukrainą. Pisząc o próbach zbliżenia stwierdza, że „organizowanie tysiącom donieckich uczniów wycieczek do Lwowa i kwaterowanie ich przy tamtejszych rodzinach także nie przyniosło rezultatu”. Po pierwsze dlatego, że była to tylko akcja jednostronna – Lwów nie jechał z rewizytą do Doniecka. Po drugie, „cepeliowy charakter obchodów Bożego Narodzenia we Lwowie nie kojarzył się z nowoczesnością, w związku z czym mieszkańcy uprzemysłowionego wschodu nie byli tym zainteresowani”.
 Zachodziłem w głowę, jakiego słowa użył ukraiński autor – szarowarszczyna? „Cepelię” podkreśliłem, a na marginesie postawiłem znak zapytania. Zagadkę rozwikłał sam Rasewycz, publikując na  zaxid.net tekst w oryginale. Okazało się, że to, co dla tłumacza było „cepeliowe”, w rzeczywistości jest „rustykalne”. A jakie mają być obchody Bożego Narodzenia? Wielkomiejskie? Przecież „cała Jerozolima” przeraziła się razem z Herodem na wieść, że narodził się król żydowski (por. Mt 2, 1-3). Z woli Wszechmogącego Logos narodził się w lichej mieścinie, w rustykalnym środowisku. Trzeba by dokonać gwałtu na literze Ewangelii, by mieszkańcom industrialnego Donbasu, postindustrialnych Nowego Jorku, Londynu, Berlina czy Tokio ukazać Boże Narodzenie inaczej niż ze żłobem i pasterzami w polu, którzy trzymali straż nad swoją trzodą (por. Mt 2, 7-8).
Mistagogię donbaskich gości w tajemnicę Rizdwa warto rozpoczynać od kolędy „Dywnaja nowyna”, w której podkreśla się „rustykalność” wcielenia: „Nyni Diwa Syna porodyła w Wyfłejemi, Marija jedyna. Ne w carśkij pałati, a meży bydliaty, u pustyni, u jaskini, ce treba wsim znaty”. A nad tym jak zainteresować współczesnych nie tylko z poradzieckiego Donbasu Jezusem, który „zbawi swój lud od jego grzechów”(Mt1, 21), głowią się najtęższe umysły różnych Kościołów. Bez nadzwyczajnych recept.
P.S. Rasewycz konkluduje: „Rzadkie wyprawy młodzieży do Doniecka «z misją kulturowo-wychowawczą» często kończyły się zwyczajnymi nieporozumieniami: na przykład życzeniem przyjazdu z szopką wielkanocną (sic! w oryg. „z Wertepom”) latem, bo wtedy jest ciepło i kwitną róże”. Jeśli nadal trzymać się będziemy kalendarza juliańskiego, to nastanie czas świętowania Bożego Narodzenia latem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz