czwartek, 2 stycznia 2014

Majdan, Moskwa i mądrość kota Garfielda




Wydarzenia na Ukrainie „głęboko poruszyły i wywołały ból w całym, jednym, wielonarodowym i wielomilionowym Rosyjskim Kościele”, napisali biskupi Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego w oświadczeniu na temat sytuacji na Ukrainie, ogłoszonym po posiedzeniu Świętego Synodu, który obradował w dniach 25-26 grudnia w Moskwie. Ból nie dotyczył jednak brutalności sił specjalnych, maltretujących studentów zebranych na Majdanie Niepodległości. Chodzi o kościelny wymiar bólu fantomowego po utracie imperium, o jakim mówi Myrosław Marynowycz w swym Apelu do Rosjan, o strach przed otwarciem dla Ukrainy nowej, europejskiej perspektywy. Dokument rosyjskich hierarchów jest peanem na cześć Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, który „szczególnie troszczy się o duchową jedność, jaka umacnia narody, które wyłoniły się z jednego chrztu świętego księcia Włodzimierza”. Te duchową jedność, piszą biskupi, „odziedziczyliśmy po naszych przodkach i powinniśmy przekazać naszym potomkom”. 

Kliniczny przykład myślenia życzeniowego. „Jedyny Kościół Rosyjski”, który „powstawał ponad tysiąc lat” nie sprzyjał powstaniu duchowej jedności między wschodnimi Słowianami. Dokładał swoją cegiełkę do muru pogardy, jaki oddzielał Rosjan od Ukraińców. Olena Leonenko, pieśniarka od 20 lat mieszkająca w Polsce, wspomina czas podejmowania decyzji o samookreśleniu: „Miałam już 16 lat i świadomie podjęłam decyzję, że ponieważ bardziej kocham mamę niż ojca, będę Ukrainką jak ona. Wolałam łagodność i mądrość jej korzeni od brutalności ojca, który bardzo się chwalił tym, że jest Rosjaninem. Kiedy dostałam w wieku ośmiu lat książeczkę z ludowymi pieśniami ukraińskimi, powiedział: «Dawaj to paskudztwo», i wyrzucił ją na śmietnik”.

Geokościelną wizję rosyjskich hierarchów formułuje metropolita Hilarion, postać numer dwa w Patriarchacie Moskiewskim: „Jestem przekonany, że pomimo zmian koniunktury politycznej – co na Ukrainie nie jest czymś rzadkim, – nie można zniszczyć naszej duchowej jedności. Kościół Rosyjski jest dziś podstawą tożsamości cywilizacyjnej świata wschodniosłowiańskiego i strzeże jego jedności ponad granicami językowymi, narodowymi i wieloma innymi”(Interfaks-Religia, 23.12.2013).  W tym samym wywiadzie przewodniczący Wydziału Kontaktów Zewnętrznych Patriarchatu Moskiewskiego stwierdził, że papieże Benedykt XVI i Franciszek wykazywali zrozumienie dla stanowiska Patriarchatu Moskiewskiego odnośnie konfliktu między grekokatolikami i prawosławnymi na Ukrainie oraz zauważył, że Ukraiński Kościół Greckokatolicki, jak i inne Wschodnie Kościoły Katolickie, uznając zwierzchność papieża dysponują jednak szeroką autonomią i starają się „nie dopuszczać bezpośredniej ingerencji w ich wewnętrzne sprawy ze strony Watykanu”. A to „w znacznym stopniu utrudnia proces pojednania między Kościołami na Ukrainie”. 

Tezę o „rozgromieniu” prawosławnych diecezji na Zachodniej Ukrainie przez grekokatolików Patriarchat Moskiewski powtarza już trzecie dziesięciolecie. Zbawienny dla wschodnich Słowian wpływ jedności w łonie Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego przed zgnilizną moralną płynącą z Europy głosi ze wzmożoną energią od kilku tygodni. Polemizowanie z tymi prawdami jest zajęciem jałowym i nie ma sensu. Trzeba sięgnąć do arsenału środków niestandardowych. Do źródeł mądrości, które w rosyjskiej tradycji cieszą się dużym szacunkiem. 

Kot Garfield, bohater popularnych komiksów autorstwa Jima Daviesa, ma wiele pasji, ale dominującą jest jedzenie. W jednym z epizodów z jego hedonistycznego życia widzimy ptaszka gaszącego pragnienie w ogrodowej fontannie. Coś wywołało jednak jego niepokój. – Wyczuwam obecność kota, skonstatowało pierzaste maleństwo. Rzeczywiście, na następnym rysunku widzimy,  jak z tyłu nadchodzi Garfield, trzymając coś w rozłożonych dłoniach. – Schowaj się między kromkami chleba, szepce kot do ptaszka. Ten jednak ma sprawny instynkt zachowawczy i czym prędzej ulatuje. Zblazowany Garfield formułuje uniwersalny dla wszystkich nachalnych  drapieżców wniosek: –  Przydałby się nowy tekst albo głupsze ptaki. 

Ukraińcy pokazują, że mają instynkt samozachowawczy. Z głupoty leczą się ci, których dotkliwie, ale celnie określano jako pożytecznych idiotów. Czas na nowy tekst.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz